10 listopada 2016

Chyba koniec

Fot.Ja
Tego dnia żaluzje z chmur zasłonią sine niebo, a słońce wypali się jak pet rzucony na chodnik. Będzie zimno, mgliście i zaniesie się na deszcz, który spadnie w odpowiednim momencie zraszając wszystkich przybyłych na ceremonię. Ziemia na zawołanie stanie się wyjątkowo wilgotna i sam nie wiem, czy będzie miało to jakiś związek ze mną i czy będą ukryte w tym fakcie jakieś podteksty. Pewnie będzie mi już wszystko jedno. Ktoś coś powie, ktoś się potknie, ktoś inny splunie i ktoś pewnie pokracznie uśmiechnie. Wystrój będzie świetny, o ile przygotuje mi go żona. Moja pierwsza żona, rzecz jasna. Ona zawsze dbała o szczegóły. Ten ostatni raz chciałbym wyglądać jak Bond. James pieprzony Bond - w dobrze wykrojonym czarnym smokingu z muchą pod szyją. I niech ktoś mnie dobrze uczesze! Epitafium napisze moja ulubiona siostrzenica - jedyna, ekhm, siostrzenica, tak w zasadzie. Zawsze miała talent do refleksyjnych wypowiedzi zamkniętych w kilku zgrabnych słowach. I w końcu chciałbym ten saksofon, skoro na pierwszym ślubie nie udało mi się go załatwić. Niech zagrają "Być bliżej Ciebie chcę" i jeśli o mnie chodzi - kapela może nawet bisować. W końcu na niejednym koncercie się było. I ten ostatni raz - na Boga - niech wszyscy przyjdą... W końcu pogrzeb ma się raz, a wszystkie rzeczy, które dzieją się w życiu raz - SĄ WAŻNE...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz